Obóz czerwcowy :)

     Znowu miałam przerwę... niestety ale nowe posty zacznę pisać dopiero przed wakacjami (nauka xd). Jednak na mały przedsmak opowiem wam jak było na moim obozie czerwcowym we Włosaniu. Otóż zaczęło się od tego, że moja koleżanka Julka zadzwoniła do mnie w dniu rozpoczęcia obozu i zapytała się czy jadę. Pomyślałam, że czemu nie? i po rozmowie z rodzicami przyjechałam w piątek (dwa dni po rozpoczęciu obozu - wiem, wiem, jestem trochę spóźnialska ;) ). Na pierwszą jazdę (na którą też się spóźniłam xD) wybrałam sobie Eforka, którego nikt nie chciał bo zawsze trzepie głową tak że łatwo z niego spaść - dla mnie to nie był problem bo jechałam z nim na luźnej wodzy. Oczywiście jak się spóźniłam to miałam przyspieszoną jazdę, czyli krótki stęp trochę kłusa i galop już normalnie. W stępie i w kłusie było nawet ok ale jak zaczęły się galopy to już przy pierwszym okrążeniu bryknął mi chyba z 5 razy. Pomyślałam okeej i czekałam na kolejne okrążenie. Wałaszek rozbrykał mi się tak, że jak przeszłam z galopu do stępa to wybił mnie tak wysoko z kręgosłupa że aż poczułam jakbym przez chwilę latała. Swoją drogą widok był taki jak na zawodach rodeo przy zajeżdżaniu dzikich koni, tylko nikt się nie zakładał o to ile usiedzę. Dla pani było to bardziej przerażające niż zabawne, a ja sama byłam zaskoczona, że po jakiś 20 bryknięciach wciąż siedziałam w siodle. Nie zdecydowałam się jednak na piąte okrążenie galopu ze względu na to, że nie miałam kamizelki i jak bym spadła to... byłoby źle. Od tego dnia mam nowe motto : "Nie spadłam z Efora to już nic mnie nie zaskoczy" Na drugi dzień skakałam przez przeszkody na klaczy o imieniu Luna. Krótko mówiąc było spoko. W Niedzielę Julka namówiła mnie, żebym na jazdę wzięła sobie Azirrę - szaloną klacz z niesamowitym charakterem, o której można było sobie pomarzyć, żeby na niej pojeździć (tylko dorosłe, zaawansowane osoby mogły na nią wsiadać). Dodam, że dzień wcześniej jedziła na niej Julka i była dość zadowolona, chociaż żeby zwolnić tego napaleńca musiała zrobić cztery okrążenia galpou. Pani się zgodziła -  z moim lekkim niedowierzeniem - a ja zaczęłam się ekscytować jazdą na tej pięknej karej klaczy, która ewidentnie miała coś z folbluta - rasy konia z wysokim temperamentem nadającego się wyłącznie do wyścigów. Jazda była rewelacyjna i chociaż spadłam, (Azirka wyłamała mi na przeszkodzie i się nie utrzymałam bo siodło się zsunęło xD) to była moja the best jadzda ever. Od tej jazdy zdecydowałam, że na każdej kolejnej będę jeździć tylko na Azizi. Obóz się skończył a ja zostałam pogrążona w marzeniach o tej niesamowitej klaczy.

Oto kilka zdjęć przedstawiających konie na których jeździłam podczas tego obozu:


Luna
Efor (Funiek)

Azirra (Azizi)
 Więcej zdjęć tych koni znajdziesz tutaj.


Komentarze

Popularne posty